Sopot to nie Saint-Tropez i o to właśnie chodzi
Po raz pierwszy usłyszałem, jak ktoś nazywa Sopot „polskim Saint-Tropez”, w taksówce z lotniska w Gdańsku, i od tamtej pory ta etykietka po cichu mnie irytuje. Kierowca miał na myśli komplement i rozumiem ten odruch: nadmorskie miasto z promenadą, trochę pieniędzy, trochę jachtów, trochę opalania. Ale to porównanie robi coś podstępnego. Nie tylko źle opisuje Sopot.
Zastępuje to, co naprawdę czyni to miasto ciekawym, obrazkiem pożyczonym skądinąd, a gdy ten obrazek już zagości w głowie, przestajesz szukać prawdziwego. Każdy, kto zastanawia się, jak porównać trzy miasta Trójmiasta, znajdzie bardziej wyważoną odpowiedź w rzetelnym porównaniu Gdańska, Sopotu i Gdyni niż w pożyczonej francuskiej etykietce.
Uzdrowisko, nie kurort
Różnica między kurortem a uzdrowiskiem to nie kwestia kosmetyczna, to powód, dla którego dane miejsce w ogóle powstało. Saint-Tropez wyrosło z wioski rybackiej odkrytej najpierw przez artystów, a potem przez jachty; cała jego tożsamość zbudowana jest wokół przyjezdnego luksusu. Historia Sopotu jest odwrotna. Miasto wyrosło wokół solanek i XIX-wiecznego przekonania, powszechnego w całej Europie Środkowej, że morskie powietrze i słona woda leczą wszelkie dolegliwości.
Pierwszy zakład kąpielowy otworzył się na początku lat 20. XIX wieku, założony przez francuskiego chirurga wojskowego Jeana Georgesa Haffnera, który służył pod Napoleonem i osiadł na tym odcinku bałtyckiego wybrzeża. To jest historia powstania uzdrowiska, ta sama linia co Karlowe Wary czy Baden-Baden, a nie kurortu glamour.
Tę historię wciąż da się wyczuć, jeśli wiesz, czego szukać. Okazałe wille cofnięte od linii brzegowej, nacisk na spacerowanie zamiast na pokazywanie się, park uzdrowiskowy za molo — wszystko to brzmi jak środkowoeuropejska kultura zdrowotna ubrana w nadmorskie szaty. Sopot zbudował swoją tożsamość na wodzie mineralnej i kąpielach morskich przepisywanych przez lekarzy, dekady zanim ktokolwiek pomyślał o porównaniu go do Lazurowego Wybrzeża.
Traktowanie go jako bałtyckiego zamiennika francuskiej riwiery wymazuje całą tę linię i zostawia cię z płytszym miastem niż to, które naprawdę istnieje. Tuż obok, Gdynia poszła w zupełnie inną stronę, budując całe międzywojenne miasto portowe od zera, zamiast wyrastać z tradycji uzdrowiskowej, co sprawia, że kontrast między obydwoma miastami warto zobaczyć na własne oczy.
Molo jako dowód
Nic nie obala porównania do Saint-Tropez szybciej niż molo. Sopockie molo wybiega 511,5 metra w głąb zatoki i regularnie, słusznie, opisuje się je jako najdłuższe drewniane molo w Europie. Nie na świecie — i ta różnica ma znaczenie, bo słyszałem, jak przewodnicy, którzy powinni wiedzieć lepiej, z przekonaniem powtarzają „najdłuższe na świecie”. Rekord jest europejski. Dłuższe drewniane mola istnieją gdzie indziej, ale w Europie to molo nie ma sobie równych, a to już wystarczająco imponujący fakt, by go nie zawyżać.
Co ważniejsze: drewniane molo zbudowane do spacerowania, a nie marina zbudowana do cumowania superjachtów, mówi sporo o tym, jakie to miejsce. Kupujesz mały bilet, wychodzisz na wodę, patrzysz, jak inni wychodzą na wodę, a w pogodny wieczór widać, jak w oddali wygina się Mierzeja Helska. To ten sam odcinek wybrzeża, który mijasz podczas prywatnego rejsu z Gdańska do Sopotu z czasem wolnym, dla tych, którzy wolą przypłynąć niż przyjechać taksówką. To rytuał typowy dla uzdrowiska, spokojny i wspólnotowy, bliższy Blackpool czy Brighton niż riwierowemu portowi pełnemu kadłubów wartych więcej niż większość domów.
Monciak i czym naprawdę jest
Ulica Bohaterów Monte Cassino, powszechnie skracana przez mieszkańców do „Monciaka”, to piesza oś biegnąca od dworca kolejowego aż do molo. Są tam restauracje, lody, uliczni artyści, czasem wieczór kawalerski, i tak, trochę prawdziwego blichtru w sezonie. Nie będę udawał, że to miejsce skromne. Ale nazywanie go riwierowym deptakiem mija się z tym, co naprawdę się tam dzieje.
Monciak jest gęsto zabudowany architekturą międzywojenną i powojenną, w tym budynkiem, który zaraz rozbroję pod kątem najczęstszego nieporozumienia, a jego energia bierze się z bardzo polskiego połączenia nadmorskiego kiczu i odziedziczonej elegancji, a nie z importowanego glamouru. Spokojniejszy spacer tą ulicą to dokładnie to, wokół czego zbudowany jest porządny spacer po Sopocie, a po zmroku ulica przechodzi w scenę opisaną w przewodniku po nocnym życiu Sopotu.
Krzywy Domek, który wszyscy przypisują niewłaściwej osobie
To jest ta część, o której właściwie usiadłem napisać. Krzywy Domek na Monciaku, z jego falującą, jakby stopioną fasadą, to najczęściej fotografowany budynek Sopotu i zarazem ten najczęściej błędnie przypisywany. Straciłem rachubę, ile artykułów, podpisów i zwykłych rozmów przypisuje go Antoniemu Gaudíemu. To nieprawda. Gaudí zmarł w 1926 roku. Budynek otwarto w 2004 roku, zaprojektowali go polscy architekci Szotyńscy i Zaleski, a jego język wizualny czerpie konkretnie z baśniowych, pełnych fantazji ilustracji Jana Marcina Szancera, polskiego artysty i ilustratora książkowego, którego rysunki kształtowały wyobraźnię pokoleń polskich dzieci.
Rozumiem, skąd bierze się odruch kojarzenia z Gaudím. Jego prace w Barcelonie też unikają prostych linii i bawią się organicznymi, ociekającymi formami, więc wizualne podobieństwo jest realne. Ale podobieństwo to nie pokrewieństwo, a przypisywanie tego budynku słynnemu Hiszpanowi robi coś po cichu niesprawiedliwego: wymazuje specyficznie polski punkt odniesienia na rzecz bardziej rozpoznawalnego na świecie nazwiska. Ilustracje Szancera są prawdziwym źródłem, i warto to sprostować, zarówno dlatego, że to prawda, jak i dlatego, że to ciekawsza historia niż uproszczenie.
Co ginie w tym skrócie myślowym
To wszystko nie chodzi tak naprawdę o prostowanie błędów dla samego prostowania, choć uważam, że 511,5 metra kontra „najdłuższe na świecie” oraz Szancer kontra Gaudí naprawdę warto sprostować. Większy problem polega na tym, co etykietka Saint-Tropez robi z tym, jak ludzie doświadczają tego miasta.
Jeśli przyjeżdżasz, spodziewając się bałtyckiej riwiery, spędzisz pobyt, mierząc Sopot plażą, którą nigdy nie próbował być, a bałtycka woda, która nawet w sierpniu osiąga zwykle około 18–20 stopni Celsjusza, wyda się rozczarowaniem zamiast tym, czym jest: orzeźwiającym, prawdziwie północnym morzem. Warto przeczytać, dlaczego wybrzeże Bałtyku to nie Morze Śródziemne, zanim ustalisz oczekiwania, a przyda się też rzut oka na porządny przewodnik po kąpielach bałtyckich w Gdańsku.
Przyjedź zamiast tego, spodziewając się środkowoeuropejskiego uzdrowiska z własną 200-letnią historią, rekordowym drewnianym molo, tętniącą życiem pieszą ulicą o prawdziwym rozmachu architektonicznym i jednym bardzo dobrym, bardzo niezrozumianym krzywym budynkiem — a Sopot nie ma się za co tłumaczyć. Nie musi pożyczać glamouru z południa Francji. Ma własny. Każdy, kto planuje wokół niego podróż, może połączyć Gdańsk i Sopot na kilka dni dzięki dwudniowemu planowi Gdańsk-Sopot, a spojrzenie na to, gdzie się zatrzymać, opisane w przewodniku, gdzie spać w Gdańsku, ułatwia decyzję przed rezerwacją czegokolwiek.
Sopot, Saint-Tropez i Krzywy Domek: pytania, które wciąż słyszę
Czy molo w Sopocie naprawdę jest najdłuższe w Europie?
Tak. Przy długości 511,5 metra drewniane molo w Sopocie jest powszechnie uznawane za najdłuższe drewniane molo w Europie. Nie jest najdłuższym drewnianym molem na świecie — to rozróżnienie bywa mu błędnie przypisywane.
Czy Antoni Gaudí zaprojektował Krzywy Domek?
Nie. Gaudí zmarł w 1926 roku, na długie dekady przed powstaniem budynku. Krzywy Domek otwarto w 2004 roku, zaprojektowali go polscy architekci Szotyńscy i Zaleski, inspirując się ilustracjami polskiego artysty Jana Marcina Szancera.
Dlaczego Sopot bywa porównywany do Saint-Tropez?
Porównanie zwykle odwołuje się do plaży w Sopocie, kultury spacerowania po promenadzie oraz eleganckich barów i restauracji przy Monciaku. Pomija ono fakt, że Sopot rozwinął się jako XIX-wieczne uzdrowisko solankowe, a nie kurort riwierowy zbudowany wokół żeglarstwa i kultury celebrytów.
Co oznacza „Monciak”?
„Monciak” to lokalne przezwisko ulicy Bohaterów Monte Cassino, głównej pieszej ulicy Sopotu, biegnącej od dworca kolejowego do molo, wzdłuż której znajdują się restauracje, bary i sklepy.
Czy Bałtyk w Sopocie jest ciepły jak Morze Śródziemne?
Nie. Woda bałtycka przy Sopocie zazwyczaj osiąga szczytowo około 18–20 stopni Celsjusza w sierpniu, czyli wyraźnie chłodniej niż Morze Śródziemne nawet w pełni lata.
Czy trzeba płacić za wejście na molo?
Tak, w sezonie obowiązuje niewielka opłata wstępu, choć poza wysokim sezonem bywa obniżona lub nieegzekwowana. Nie trzeba rezerwować z wyprzedzeniem.
Co sprawia, że Sopot jest uzdrowiskiem, a nie kurortem plażowym?
Sopot wyrósł wokół XIX-wiecznych solanek i kąpieli morskich zalecanych ze względów zdrowotnych, założony przez francuskiego chirurga wojskowego Jeana Georgesa Haffnera w latach 20. XIX wieku. Ta zdrowotna geneza, bliższa Baden-Baden czy Karlowym Warom, ukształtowała jego parki, wille i kulturę promenady na długo przed nadejściem masowej turystyki.
Czy Sopot należy do Gdańska?
Nie. Sopot to odrębne miasto, leżące między Gdańskiem a Gdynią jako część aglomeracji Trójmiasta wzdłuż wybrzeża Bałtyku, połączone z oboma miastami częstymi pociągami podmiejskimi, a najszybszym sposobem przemieszczania się między nimi jest linia SKM, opisana w przewodniku po poruszaniu się po Trójmieście.
tours.Opinion
Zweryfikowane wycieczki GetYourGuide z bezpośrednimi linkami. Rezerwuj przez te linki, a my otrzymamy niewielką prowizję bez kosztów dla Ciebie.
GetYourGuide nie udostępnia zdjęcia produktu dla tej atrakcji — zdjęcie przedstawia miejsce spotkania, sfotografowane przez nas.


