Jarmark Dominika: jarmark starszy niż jakikolwiek sklep w Europie
Przeszedłem obok wielu “historycznych” targów w wielu europejskich miastach i przeważnie to słowo pracuje ciężej, niż sam targ na to zasługuje. Brukowany plac, trochę grzanego wina, transparent obiecujący korzenie sięgające jakiegoś mgliście średniowiecznego wieku — a potem okazuje się, że stragany sprzedają te same magnesy na lodówkę, które widziałem już w trzech poprzednich miastach. Jarmark Świętego Dominika w Gdańsku nie jest taki. To jedyny raz, kiedy stałem na europejskim targu i naprawdę uwierzyłem dacie na szyldzie, bo data na szyldzie to 1260, i nic w tej liczbie nie jest dekoracją.
Przywilej nadany, zanim powstała większość dzisiejszych europejskich instytucji
Jarmark Świętego Dominika zaczął się od przywileju handlowego nadanego w 1260 roku przez księcia Świętopełka II Pomorskiego, związanego z klasztorem dominikanów, który stał w miejscu dzisiejszego placu Świętego Dominika, tuż przy Długim Targu. Zestawcie ten rok z niemal czymkolwiek innym, co wciąż działa handlowo w dzisiejszej Europie. Wyprzedza on najstarsze uniwersytety wciąż funkcjonujące jako uniwersytety — czasem o dziesięciolecia, czasem o całe stulecia.
Wyprzedza formalny szczyt Hanzy. Wyprzedza wynalezienie druku o blisko dwieście lat. Większość tego, co nazywamy “historycznym” handlem w Europie — dom towarowy, hala cechowa zamieniona w muzeum, budynek targowy z tablicą pamiątkową — liczy się w stuleciach, w liczbie pojedynczej. Ten jarmark liczy się w stuleciach, w liczbie mnogiej, i tak naprawdę nigdy się nie zatrzymał.
To właśnie ta część wraca do mnie najczęściej. Ciągłość, nie wiek. Ruina jest stara. Jarmark, który odbywał się w jakiejś formie, mniej więcej na tych samych ulicach, przez 765 lat, jest czymś innym — to nawyk, którego miasto nigdy nie porzuciło. Wojny zrównały z ziemią otaczające go budynki. Reżymy zmieniały nazwę nad bramą — Gdańsk, potem znów Gdańsk, aż w końcu Gdańsk już na stałe, cała ta huśtawka, o której pisałem osobno w tekście dlaczego Gdańsk to od zawsze Gdańsk.
Samo Stare Miasto zostało zrównane z gruzem w 1945 roku i odbudowane z rysunków i fotografii — fakt, który wciąż uważam za naprawdę dezorientujący, kiedy stoję przed tymi szczytowymi fasadami kamienic, i który dokładniej opisuję w tekście dlaczego Stare Miasto w Gdańsku nie jest oryginalne. Przez to wszystko jarmark wracał na swoje ulice każdego lata. To nie nostalgia. To instytucja, która odmawia umierania.
Dlaczego miasto handlowe broni takiego targu
Gdańsk nie musi wymyślać sobie kupieckiej tożsamości — on ją zdobył. To był wiodący członek Hanzy od czternastego wieku, port, który bogacił się na przewozie zboża, bursztynu, drewna i tkanin między Bałtykiem a resztą Europy. To bogactwo wciąż widać w ceglanych szczytach kamienic wzdłuż Długiej i Długiego Targu, wzniesionych przez rody kupieckie, które miały każdy powód, by chcieć chronić i odnawiać swoje przywileje handlowe. Jarmark Świętego Dominika nie jest współczesnym turystycznym dodatkiem noszącym tę historię jak kostium; to faktycznie ocalały mechanizm tej historii, który wciąż robi mniej więcej to, do czego został powołany — sprowadza kupców i klientów na te same ulice na kilka tygodni każdego lata.
Ta różnica liczy się bardziej, niż mogłoby się wydawać, i to właśnie dlatego uważam, że ten jarmark zasługuje na obronę na własnych warunkach, a nie na wrzucenie do szufladki “sezonowe wydarzenie, zobacz też: letni festyn każdego innego miasta”. Miasto, które wymyśla dziedzictwo targowe od zera, uprawia marketing. Miasto, które utrzymało jeden działający jarmark, z przerwami na wojnę i okupację, ale nigdy bez prawdziwego porzucenia, od zanim jeszcze Krzyżacy zbudowali zamek w Malborku, robi coś bliższego ochronie dziedzictwa. Wolałbym spędzić sierpniowe popołudnie na jarmarku, który zapracował na swój wiek, niż na takim, który go sobie pożyczył.
Jak naprawdę wyglądają trzy tygodnie na Starym Mieście
Jarmark trwa około trzech tygodni, zaczynając się w sobotę najbliższą początkowi sierpnia i ciągnąc się aż do połowy miesiąca, rozlewając się z placu Świętego Dominika i Długiego Targu na całe szersze Główne Miasto.
Zauważyłem, że charakter jarmarku wyraźnie zmienia się w ciągu tych trzech tygodni — otwierający weekend jest głośny, zatłoczony i trochę chaotyczny, podczas gdy wtorkowy poranek w drugim tygodniu pozwala naprawdę porozmawiać ze sprzedawcami i porządnie przyjrzeć się oferowanemu bursztynowi, co ma znaczenie, bo tak dużo z niego sprzedaje się w pobliżu ulicy Mariackiej, zaułka, któremu ufam znacznie bardziej niż większości straganów na jarmarku, jeśli chodzi o autentyczność (nie bez powodu kilka minut stąd działa Muzeum Bursztynu — warto wiedzieć, jak wygląda prawdziwy bałtycki bursztyn, zanim kupi się go na straganie).
Jeśli zorganizowany spacer po Starym Mieście kusi bardziej niż wędrówka na własną rękę, spacer z przewodnikiem po Starym Mieście zaplanowany w okolicach jarmarku osadza targ we właściwym historycznym kontekście, zamiast zostawiać go jako tło, a prywatna wycieczka po Gdańsku to rozsądny sposób, by połączyć jarmark ze Stocznią, nabrzeżem Motławy i Bazyliką Mariacką bez tracenia całego dnia w tłumie.
Dla czegoś, co całkowicie odchodzi od straganów, poranny rejs katamaranem z Gdańska lub Sopotu daje Staremu Miastu odpoczynek, a portowi trochę powietrza.
Nie mylcie go z grudniem
Chcę być w tej kwestii jasny, bo widziałem, jak to potrafi zmylić ludzi planujących podróż: Jarmark Świętego Dominika i gdański jarmark bożonarodzeniowy to nie to samo wydarzenie w innej pogodzie. Jarmark Świętego Dominika to letnia instytucja, trwająca od końca lipca do połowy sierpnia, z korzeniami sięgającymi 1260 roku i bazą na Długim Targu.
Jarmark bożonarodzeniowy, z grzanym winem i światłami na tle tych samych szczytowych fasad, to znacznie młodszy dodatek do kalendarza, organizowany w grudniu na Targu Węglowym — innym placu, o innej atmosferze i innej historii. Jeśli planujecie wizytę według tego, kiedy jechać do Gdańska latem, szukacie jarmarku; jeśli planujecie świąteczny wyjazd, szukacie jarmarku bożonarodzeniowego. Oba dzielą to samo miasto i, w luźnym sensie, ducha handlu na miejskich placach, ale pomylenie tych dwóch terminów to łatwy sposób na zarezerwowanie złego miesiąca.
Dlaczego wracam właśnie do tego jarmarku
Nie uważam, że każda stara rzecz automatycznie zasługuje na szacunek tylko za to, że przetrwała. Wiele “historycznych” targów jest historycznych tylko z nazwy, podtrzymywanych na potrzeby zdjęć. To, co wyróżnia Jarmark Świętego Dominika, dla mnie, to fakt, że nigdy tak naprawdę nie musiał być wskrzeszany — po prostu wciąż się odbywał, przez wieki hanzeatyckie, przez lata Wolnego Miasta, przez gruzy 1945 roku, aż po to, czym Gdańsk jest dzisiaj. Spacer po nim nie przypomina zwiedzania eksponatu muzealnego.
To bardziej jak dołączenie do czegoś, co trwało już wcześniej, zanim wasz kraj miał nazwę, której wciąż używa, i co najpewniej będzie się jeszcze długo odbywać na ulicach Starego Miasta w Gdańsku długo po tym, jak ten konkretny sierpień się skończy. Jeśli planujecie pierwszą wizytę, warto zbudować jeden dzień w Gdańsku wokół tych trzech tygodni, na które akurat przypada jarmark — wszystko inne na Starym Mieście jest dostępne cały rok; ten jarmark nie.
Atrakcje zimowe
Zweryfikowane wycieczki GetYourGuide z bezpośrednimi linkami. Rezerwuj przez te linki, a my otrzymamy niewielką prowizję bez kosztów dla Ciebie.
GetYourGuide nie udostępnia zdjęcia produktu dla tej atrakcji — zdjęcie przedstawia miejsce spotkania, sfotografowane przez nas.


